Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 734 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wyprawa Duforspitze 2017

środa, 04 października 2017 19:26

Poniżej relacja Pawła Kąsiel wyprawy na drugi co wielkości szczyt Alp. 

Z problemami , które opisuje Paweł  spotkaliśmy również  na mojej wyprawie zorganizowanej kilka lat temu -z podobym wynikiem  To ambitne i trudne wejście - więc nawet gdy był odwrot i i tak jest to sukces . Gratulacje dla 

całego zespołu

Janek

 

Krótka relacja z naszego wypadu.
Niestety nie udało się dotrzeć na szczyt.

Ale po kolei.
Dotarliśmy z Polski zgodnie z planem na Camping w Tusch.
Niestety bez Magdy. Mieliśmy Ją zabrać z granicy Niemiecko-szwajcarskiej, po drodze zadzwoniła Magda, że wymieniała żarówkę w aucie jeszcze w Holandii i zrobiła zwarcie w efekcie Jej samochód spalił się.
w górę wyruszyliśmy najpierw kolejką do Zermat a następnie kolejną kolejką do stacji Rothenboden.
W 6,5h dotarliśmy do schroniska Monte Rosa Hut z małą przygodą na pierwszym lodowcu (słabo oznaczony szlak) – schodziliśmy po krawędzi sczeliny. Niestety w schronisku zastała nas niespodzianka w postaci braku wody oraz braku śniegu (warunki w winterroom - super). jak się później okazało woda jest w strumyku 1h w dół lub śnieg 1,5h w górę. W środę ruszyliśmy o 3,40 w górę (w efekcie okazało się że za późno) po dotarciu do śniegu na wysokości około 3100m zaczeliśmy topić śnieg na wodę zajęło nam to około 1h. Następnie ruszyliśmy już po śniegu w górę. niestety śnieg zasypał ślady (do śniegu po skałach szlak jest dobrze oznaczony tyczkami).
Mieliśmy GPSy niestety na polu szczelin około 500-700m kilka razy zawracaliśmy szukając odpowiednich mostków do przejścia dalej. Tak jak wcześniej pisałem śnieg zasypał ślady i musieliśmy miejscami torować na zmianę w śniegu w pół łydki. były miejsca że szliśmy po dobrze zmarzniętym śniegu ale było to przy dużym nachyleniu co nie przyspieszało podejścia. Na wysokości 4100-4200m natrafiliśmy na szczelinę której nie dało się obejść.  Przy asekuracji Andrzeja przeskoczyłem na drugą stronę i po założeniu stanowiska (czekan + śruba) asekurowałem przejście chłopaków w górę. Cały czas spoglądając na zegarek dotarliśmy na przełęcz Satell. Następnie zaczęliśmy podchodzić na przedwierzchołek, warunki były bardzo trudne, szliśmy po lodzie, problem było wbić czekan nie mówiąc o rakach.
na 4400 Andrzej zaliczył 2-3metrowy poślizg, była godzina 13.40 (szliśmy już 10h). stwierdziliśmy że do szczytu jeszcze 1,5-2h i jeśli zaatakujemy będziemy wracać przez szczeliny o latarkach. Decyzja mogła być jedna -wracamy.
Zejście zajęło nam 5h i nie sprawiło większych trudności (szliśmy po swoich śladach), oprócz wcześniej wspomnianej szczeliny, grze znowu musieliśmy zakładać stanowisko asekuracyjne. Po drodze zabraliśmy jeszcze śnieg na wodę. Z nadzieją że spróbujemy ponownie w piątek. Niestety w schronisku okazało się, że kolega Krzysiek kupił zły gaz (nabijany zamiast nakręcany).

W ty momencie (przy braku wody i połówce mojego gazu) wiedzieliśmy że został nam tylko powrót do domu.

Po drodze spotkaliśmy Czechów, przekazując wszystkie swoje spostrzeżenia.

O 15.30 byliśmy na kempingu.

PS. Na Norden nie było szans – droga zejścia cała w szczelinach, trzeba by było wracać przez Dufora.

Pozdro Paweł

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdobycie Mont Blanc (4810 m)

sobota, 09 września 2017 13:45

 

Mont Blanc (4810 m).jpg

Poniżej informacja przesłana przez Roberta o zdobyciu Mont Blanc drogą klasyczną . Niestety pech nie pozwolił  Robertowi na  drugie wejście na tą górę. Wejście nastąpiło  z Tete Rouse -co zaczyna być standardem Według prognoz pogoda była bardzo ładna . Zresztą od niedzieli następuje jej totalne załamanie . Był to więc strzał w pogodową dziesiątkę  Gratulacje dla całego zespołu .

J.D.

 

Cześć

5.09.2017 Tomasz Szwedo i Piotr Koryciński weszli na Mount Blanc drogą klasyczna.

Wyjście  z pola namiotowego Tete Rousse.

Ja niestety musiałem zrezygnować z wejścia ponieważ poprzedniego dnia, podczas zejścia z Gutera, zepsuł mi się rak.

Ale się nie poddaję

Dziękuję wszystkim za trzymanie kciuków :)

Robert

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Damavend zdobyty

poniedziałek, 21 sierpnia 2017 20:56

           

                                       Damvend.jpg

foto -internet

 

Nadeszła informacja  e-sms o Staszka Rapczuka o  sukcesie wyprawy do Iranu 

na szczyt  Damavend (5671 m ):

 

"W dniu wczorajszym w południe irański Davamend ( 5671 m ) zdobyty . 

Góra technicznie łatwa jednak bardzo wymagajaca . Więcej szczegółów

po powrocie "

Staszek i Tomek Rapczuk 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Gierlach drogą Martina

środa, 16 sierpnia 2017 18:21

100_4922.JPG

100_4924.JPG

W poniedziałek, dnia  14 sierpnia ,Marcin Świtoń i Janek  Dudarowski zdobyli  Gierlach (2655 m) – najwyższy szczyt Tatr . Wejście nastąpiło  tzw„drogą Martina „ – graniówką od Polskiego Grzebienia .

Z Tatrzańskiej  Polanki  wyruszyli w niedzielę ok. 23. 15  i nocnym przejściem   ok. 5.00 następnego dnia  dotarli na Polski Grzebień . OK. 6.00 rozpoczęli wielogodzinna  wspinaczkę  niezwykle eksponowaną  , ale   nie zbyt  trudną technicznie   granią .Niezbyt trudną , to ocena dla całej graniówki : po pierwsze dla osób dobrze przygotowanych wspinaczkowo . po drugie z żelazną kondycją  i psyche , wreszcie po trzecie - na tej „nietrudnej „ trasie  wciąż napotyka się w miejsca których pokonanie  sprawia ,że adrenalina wylewa się nosem i uszami . Wreszcie po czwarte – na początku  jest  w miarę łatwo , a  trudności  rosną bezlitośnie im bliżej jesteśmy szczytu, co budzi zniecierpliwienie i wpędza w spory stres.  Człowiek ma wrażenie niekończącego się ciągu coraz wyższych groźnie wyglądających turni. Do tego pogoda, która miała być w pełni słoneczna,  okazała się  fatalną szara mgłą  spowijająca grań,  skutecznie utrudniająca orientację i wyszukiwanie  drogi . Gwoli ścisłości  nie prowadzi tam żaden szlak – tam droga, gdzie wola .Zero  jakichkolwiek ubezpieczeń z wyjątkiem starego haka napotkanego po drodze . Wspinaliśmy się z tzw. lotną asekuracja . Wielkie uznanie dla Marcina , który prowadził przez całą drogę i stosował zasady lotnej asekuracji  pewnie i profesjonalnie . Tu dość istotna uwaga – asekurację  "lotną", może stosować zespół zgrany  , mający dobrze opanowane umiejętności tego specyficznego  sposobem  asekuracji . Jeśli nie posiada się takich umiejętności, lepiej w ogóle nie wiązać się liną , a stosować ja tylko w sytuacjach zupełnie koniecznych np. przy pokonaniu uskoku z Wielickiego Szczytu. W sumie specjalnie nie spiesząc się ok. 15,00 dotarliśmy  na wierzchołek  Gierlacha i po  ok. pół godzinnym  przebywaniu na szczycie rozpoczęliśmy schodzenie tzw Batożywiecka Próbą. Droga zejściowa okazała się  bardziej francowata  niż  cała graniówka  mimo wielu ubezpieczeń raczej wątpliwej jakości . Droga zejściowa prowadzi potężnym żlebem  z kruszyzną wymagającą ciągłej czujności  przechodząca w progowe uskoki wprawdzie ubezpieczone klamrami  i łańcuchami i nawet zawieszonym kawałkiem starej liny  , ale i tak  wymagało to ogromnego wysiłku .W sumie góra nie odpuszczała nam do końca  wysysając reszki sił po podróży ,nieprzespanej nocy , długim podejściu i wytężającej wielogodzinnej wspinaczce .  Po zejściu do Batożywieckiej Doliny   dotarliśmy ponownie do Hotelu  Śląsk  Dom i dalej ,znów w ciemnościach zeszliśmy na parking przed północą i po paru godzinach snu w samochodzie około południa dotarliśmy do  Lubina .

J.D

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdobycie Mont Blanc

czwartek, 10 sierpnia 2017 16:39
 
Mont Blanc (4810 m).jpg
 
 
 
Otrzymałem od  Krzyszfofa e-mailową informacje  o brawurowym zdobyciu Mont Blanc w miniony weekend przez zespół  Krzysztof Nakonieczny  i Dawid Rutkowski . Szybkość wejścia , niezwykle trudne warunki  i  styl w jakim dokonali  wejścia świadczy o wielkim potencjale i możliwościach zespołu . Gratuluje i życzę kolejnych sukcesów  !!
Janek Dudarowski 
 
 
 
Wycieczka do Chamonix i Zermat
 
Udało się wejść na Mt Blanc, na Matterhorn niestety nie. jechaliśmy 14 godzin (tzn ja jechałem:) Na parkingu byliśmy o 7 rano, przepakowaliśmy się i podeszliśmy do Tête Rousse (1400 m pod górę), drugiego dnia o 1 pobudka, atak na szczyt i powrót do Tête Rousse (1600 góra 1600 dół). Warunki były ciężkie, pełne zachmurzenie + wiatr w porywach ponad 100km/h. Pierwszy raz zdarzyło mi się być na wietrze, który przewracał ludzi 🙂. Trochę się zmęczyliśmy.
Trzeciego dnia zeszliśmy na parking (1400 w dół), pojechaliśmy do Zermatt i podeszliśmy do Schwarzsee (900 m pod górę). Zaniepokoiła nas obecność tabliczek z zakazem biwakowania w okolicy Hornlihutte, okazało się później ze nie wolno biwakować powyżej 2800 m. Kolejnego dnia poszliśmy do hornlihutte (700 m w górę) gdzie jak tylko obsługa zobaczyła ze mamy namiot i karimaty od razu poruszyli sprawę kategorycznego zakazu biwakowania. Zaproponowano nam nocleg za 110 euro za osobę bez śniadania (150 z śniadaniem), na co nie byliśmy przygotowani. Wyszło na to, że musielibyśmy spać w okolicy 2800 i z rana przed atakiem podejść 400 m pod drogę. Dodatkowo w miejscu ew biwaku na 2800 nie było wody. Prognoza pogody na kilka kolejnych dni też była raczej słaba - chmury + burze. koniec końców zrezygnowaliśmy. Zeszliśmy do auta (1600 m w dół) i przyjechaliśmy do Polski.

Krzysztof Nakonieczny

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

środa, 18 października 2017

Licznik odwiedzin:  68 200  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O moim bloogu

Bloog o alpinistach zrzeszonych w Klubie Wysokogórskim w Lubinie, o ich wyprawach , górskich dokonaniach , planach i organizacyjnych sprawach.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 68200

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl